W POKOJU MEŁAMEDA


Cheder we Włodawie

     "Cheder znajdował się w jednym pokoju, w którym nauczyciel mieszkał i uczył. Nauczyciela uczniowie zwali rabi i pomagali jego żonie w przynoszeniu wiadra wody od pompy Herszla Towiego lub z krynicy zawsze pełnej wody spływającej z góry jak również ze studni na ulicy Różanieckiej koło ceglanego sadu. Osobny rozdział stanowiło wylewanie brudnej wody. Kanalizacji nie było, wylewano na zewnątrz - co nie było łatwe, gdyż należało uważać aby nie trafić na policjanta. Prawda, nie bano się oficjalnej kary, ale było to związane z łapówką, jaką należało dać policjantowi do ręki.

Przychodząc rano do chederu uderzał nas zapach z miski pełnej brudnej wody zebranej przez całą noc z dodatkiem wody z mycia rąk, zlewanej z miedzianego garnuszka, który stał na podłodze. Wszystko to było tak naturalne, że nikt nie wyobrażał sobie, że może być inaczej. Meble w chederze stanowiły zwykły stół z surowego drzewa, który niegdyś był biały, ale z tej bieli mało, co zostało. Stół był zaplamiony atramentem, porysowany, posiadał "blizny" po dziecięcych scyzorykach 5 gwoździach. Wzdłuż stołu stały dwie długie ławki, które kiwały się gdyż nigdy nogi nie były równe, zawsze jedna noga była wyższa lub niższa. Naprzeciwko rebego stała ława do spania, zbita z długiej skrzyni, a po środku leżały sienniki, worki nabite twardą słomą. Górna część zbita była z 2-3 desek. Za dnia ława ta służyła jako siedzenie dla uczniów, nocą zastępowała łóżko dla domowników rebiego.

     Mełamed Menachem miał osobliwą metodę nauczania. Słabsi uczniowie lub ci, którzy nie mieli większej ochoty uczenia się siedzieli koło niego, aby mógł lepiej uważać na nich, aby nie bałamucili innych i by sami lepiej rozumieli to, czego ich uczył. Żądał od uczniów, aby pilnie uczyli się. Jak tylko rebe opuszczał cheder dla zakupu machorki lub papieru papierosowego, albo szedł na Rynek kupić trochę drzewa dla ogrzania lub gotowania, wtedy wśród uczniów zapanowywała radość. Od razu zrzucano z siebie ciężki obowiązek i zaczynały się gry, swobodne uśmiechy, bywało, że i bijatyki, a głosy sięgały niebios. Takie okazje bywały bardzo częste. Mełamed musiał wychodzić za dnia, aby załatwić różne rzeczy. Czasami odwiedzał bogatego ojca ucznia, aby przypomnieć mu o opłacie za naukę syna, albo prosić o skierowanie do chederu syna, gdy nadejdzie jego czas".

(fragmenty "Księgi Pamięci Włodawy i Okolic")

 

Cheder, Talmud Tora, Jesziwa

     "Każdy Żyd z religijnej rodziny, kiedy ma trzy lata, idzie do chederu. W Talmudzie jest napisane: Oddech dzieci spieszących do szkoły podtrzymuje świat. Dla Żydów nauka zawsze była najważniejsza...

Mój pierwszy szkolny dzień był bardzo podobny do pierwszego szkolnego dnia wszystkich żydowskich dzieci. Ojciec zaprowadził mnie do chederu. Pamiętam, choć przez mgłę, swojego pierwszego mełameda, nauczyciela. Pamiętam też, że zastanawiałem się, jakich będę miał w chederze kolegów? Czy będą mnie bili, czy może będziemy się lubili? Wszystkie dzieci najpierw się tam bawiły, a potem stopniowo zaczynały się uczyć alfabetu hebrajskiego. Nasz mełamed miał wielką książkę. Najpierw nauczył kilku liter jednego z nas. Potem uczył następnych chłopców. Dzieci książek nie miały. Uczyły się, więc liter na pamięć. Kiedy jeden się uczył, to reszta się bawiła. Tak wyglądał cheder przeszło siedemdziesiąt lat temu...

 

[ 1 ] [ 2 ]  [galeria ]